Migawki# wiosna

         W górach wiosna przychodzi później niż w całej Polsce. Kiedy w Nowym Targu wyłaniają się nieśmiało pierwsze przebiśniegi, a łąki zaczynają się zielenić, na widnokręgu widać Tatry obsypane śniegiem. Tu wszyscy wiedzą, że zima wróci jeszcze kilka razy i tak do momentu, dopóki w Dolinie Chochołowskiej krokusy nie rozścielą się dywanami , a Gorczańskie łąki nie pokryją łanami kaczeńców.     W okolicach św. Wojciecha znów wracają  do łask owce. Święcą je przed wyjściem na wiosenno - letni wypas. Na targu natychmiast pojawia się słynny owczy ser - bundz. Wtedy już wiadomo, że wiosna, a owcze mleko zwiastuje pojawienie się prawdziwych oscypków. 

Wiosna w nas niestety nie gwarantuje wiosny za oknem. Był taki maj, że krakusi niedowierzali, że w Zakopanem śniegu pod Giewont, a my chodzimy w kożuchach. Nie będę ukrywać , że to był audyt studia , w którym pracowałam. Całkiem miły audyt , bo zakończył się wystawną kolacją z prezesostwem w Bąkowej Zohylinie, Tak sobie spokojnie omawialiśmy wszystko w klimatycznej knajpce, przy suto zastawionym stole i lampce wina .Osłonięci buchającymi ognikami spod paleniska, skwierczącym grillem ,wsłuchani w góralskie nuty ze zdziwieniem zerkaliśmy za okno, gdzie w mroku kołysały się gęste płaty śniegu. 

Czy lubiłam te audyty? Naturalnie , że tak. Najczęściej jako kierownik dowiadywałam się o nich wtedy, kiedy prezesi byli już pod drzwiami. O dziwo nikt nie miał zastrzeżeń do naszego studia. Wprawdzie wtedy kosztowało mnie to dodatkowy czas spędzony w pracy, ale dobre jedzenie rekompensowały straty: opiekunki, która musiała zostać dłużej z moimi dwoma cudownymi dziećmi. Bąble zawsze trochę się dąsały w takich momentach, ale przecież wiedziały, ze kocham je najbardziej na świecie i one mnie też kochały - bez nich nic by mi się nie udało. 

Bywały też momenty, kiedy z centralnej Polski przyjeżdżała do mnie rodzina . Jakaś połowa maja . Mama w szpileczkach z odsłoniętymi palcami , tata w lakierkach . Obydwoje w letnich strojach . Do Krakowa świetnie się bawili moimi opowieściami o zimie na Podhalu. Za Rabką mina zaczynała im rzednąć, a w Nowym Targu zastanawiali się czy dadzą radę dojechać na tych letnich już oponach. 

Może dlatego tak tęsknię do wiosny, bo wszystko co zabawne zaczynało się właśnie wtedy. 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Migawki # Nieustające zmęczenie